BM Piechowice

Sobota, 19 czerwca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria 50-100km
Piątek nie wróżył nic dobrego. W Piechowicach zameldowaliśmy się ok. południa. Cały dzień siąpiło. Poszliśmy z Tomkiem do biura zawodów zarejestrować się. Przy okazji sprawdziliśmy jak wygląda końcówka trasy. Niemałe było nasze zdziwienie. Tunel bez świateł wyglądał przerażająco. Za to singielek przed nim był bajeczny. Wróciliśmy do "noclegowni". Wieczorem dotarł do nas jeszcze Adam. Sobota. Nie pada. Przez chmury co raz przebija się słońce. Termometr za oknem pokazywał całe 12st.C. Mimo to postanowiłem ubrać spodenki i mocniej nasmarować nogi maścią rozgrzewającą. Nie ma to jak czuć chłodne błoto na nogach;D Na górę koszulka termoaktywna i dwie rowerowe + rękawki. Było idealnie. Start z drugiego sektora, jak zwykle z końcówki. Jakoś nigdy nie potrafię zebrać się aby stanąć gdzieś z przodu. Zauważam, że niedaleko stoi Paweł U., też w końcówce. Ruszamy. Powoli przebijam się do przodu. Staram się trzymać swoje tempo dlatego nie siadam nikomu na koło bo jakoś za wolno by było. Z przodu oderwała się grupka. Opuszczam tych nieco słabszych i gonię szybszych. Po jakimś czasie dochodzę ich. Ludzie się rozjeżdżają i w rezultacie przez 80% maratonu jadę sam. Albo widząc kogoś z przodu albo dalej z tyłu. Mimo to jedzie mi się bardzo dobrze. W dalszej części trasy, na zjazdach i płaskich odcinkach ktoś mi się przykleja do koła. Jedziemy tak dłuższy czas. Nie oglądam się do tyłu tylko jadę swoje. Na jednym ze zjazdów mocno przyspieszam i próbuję uciec. Odrywam się na kilka metrów, ale za chwilę dochodzi do mnie i nic z tego. Odcinek kamienisty. Trzepie niemiłosiernie. Kolega zaczyna mnie wyprzedzać i mówi do mnie, że z tyłu jedzie grupka, zaraz nas dogonią. Wychodzi na przód. Siadam mu na koło. Zaczynamy mocniej pracować. Zjazd. Zawrotne prędkości. Staram się trzymać dystans na tyle żeby móc wyjrzeć jak wygląda trasa przed nami i korzystać z tunelu za tym kolegą. Znowu podjazd. Tam dogania nas pociąg, ale rozrywa się i wyprzedzają nas może ze dwie osoby. Ja też się urywam i znowu jadę sam. Ostatnie kilka km to świetny singielek. Podjazdy i zjazdy między kamieniami i korzeniami, rewelacja. Później kąpiel błotna. Jak cała trasa praktycznie sucha tak końcówka nadrabia błotem. Przejechałem wszystko, ale łatwo nie było. Napęd rzęził ostatkiem sił. W końcu rozpoznaję ostatni kawałek singla. Za moment będzie tunel. Niestety jakoś źle dobrałem przełożenie i za wolno to przejechałem. Myślę, że mogłem znacznie szybciej. Mimo wszystko udało się, jestem cały i zdrowy na mecie.

Wynik nie powalający, ale jak do tej pory najwyżej punktowany: open 52, M2 22. I okazuje się, że po tym maratonie jestem na 5 pozycji w generalce;D

Niestety statystyki z trasy orientacyjne bo mój licznik zwariował. Co sekundę zmieniał zdanie co do wysokości, od -90 do ponad 6000m, nachylenie sięgało 99%, dystans raz leciał do przodu raz do tyłu(sic!). W ten sposób uzyskałem grubo ponad 58000m przewyższenia;D

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa ulica

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]